piątek, 26 kwietnia 2013


Four

Nazajutrz rano obudziłam się i pomyślałam, że dziwny sen miałam. Śniłam o chłopaku spod teatru. Po chwili zorientowałam się, że to nie był żaden sen i naprawdę umówiłam się z tym chłopakiem. Przepraszam nie z chłopakiem, z Justinem. W końcu poznałam Jego imię podobało mi się tak samo jak cała reszta. Spojrzałam na zegarek była 10:30. Wstałam wyciągnęłam ubrania z szafy i poszłam pod prysznic. Po kąpieli ubrałam się i zeszłam na dół na śniadanie. Gdy usiadłam moja mama, która jakimś cudem była jeszcze w domu zapytała skąd ten uśmiech na mojej twarzy. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że cały czas chodzę z durnym uśmieszkiem na twarzy. Odpowiedziałam mamie, że po prostu mam dobry humor. Wtedy dała mi spokój. Postawiła na stole kanapki po czym pożegnała się i wyszła do pracy. Po zjedzeniu śniadania poszłam do salonu i włączyłam telewizję. Obejrzałam jakiś nudny film po czym włączyłam muzykę. Oczywiście od razu zaczęłam tańczyć. Po chwili ktoś podszedł od tyłu i zakrył mi oczy. Zaczęłam krzyczeć i szarpać się w końcu udało mi się uderzyć osobę, która mnie trzymała. Myślałam, że trafiłam w brzuch ale chyba jednak trochę minęłam się z celem bo gdy się odwróciłam zobaczyłam zwijającego się z bólu Justina.
-O Boże przepraszam naprawdę nie chciałam, a w sumie to nie ja powinnam przeprosić. Dlaczego tu wszedłeś?
-Dzwoniłem, ale nikt nie odbierał, nacisnąłem na klamkę i drzwi były otwarte. Wszedłem i zobaczyłem Ciebie hmm wykonującą jakieś nieokreślone ruchy. I wtedy podszedłem i zakryłem Ci oczy.
-Przecież miałeś być o czwartej. Powiedziałam i odruchowo spojrzałam na zegarek, była 16:05- Taa to wyjaśnia twoją obecność.
-Dobra jesteś gotowa na wycieczkę?
-Tak tylko nie jadłam obiadu, jestem głodna jak wilk. Poczekaj zrobię sobie tylko jakąś kanapkę. Chodź za mną do kuchni.
-Wow-Tyle usłyszałam gdy Justin wszedł do kuchni. Masz niezły dom.
-Dziękuję. Ok już zabieram się za jedzenie.
-Hmm mam prośbę. Czy mógłbym też dostać kanapkę? Nie jadłem już od pół godziny.- Powiedział po czym się roześmiał.
-Haha oczywiście żarłoku-również się roześmiałam.
Zróbiłam kanapki, zjedliśmy i zaczęliśmy się zbierać. Poszłam na górę spakowałam do torebki: błyszczyk waniliowy, gumy do żucia, okulary przeciwsłoneczne, telefon, aparat. Następnie zeszłam na dół do Justina.
-Mam wziąć coś jeszcze? Coś do jedzenia albo picia?
-O tak możesz zabrać coś do jedzenia jestem głodny dosłownie co pięć minut! W sumie sok też możesz zabrać. Mam w plecaku tylko koc więc mogę to spakować.
Wzięłam dwa batoniki z musli, czipsy, dwa jabłka, paczkę ciastek i karton soku pomarańczowego. Zapakowaliśmy wszystko do plecaka Justina, wyszliśmy na zewnątrz, zamknęłam drzwi po czym ruszyłam za Justinem.
-A tak właściwie to dokąd Ty mnie prowadzisz? Idziemy już strasznie długo.
-Jeszcze tylko chwila. Odpowiedział Justin - Zamknij oczy. Posłusznie zrobiłam co mi kazał - Nie bój się będę Cię prowadził. Złapał mnie za rękę i poprowadził przed siebie. Po chwili powiedział, że mogę już otworzyć oczy. Ujrzałam najpiękniejsze miejsce jakie do tej pory widziałam. Była to mała okrągła polanka, otoczona drzewami, tuż za nimi widać było mały strumyk, który płynąc cudownie szumiał.
-Mam nadzieje, że to miejsce spodoba Ci się tak samo jak mnie. Często tu przychodzę kiedy mam jakiś problem lub chcę pobyć sam.
-Jest pięknie, nigdy w życiu nie widziałam tak wspaniałego miejsca.
Byłam naprawdę zachwycona. Spojrzałam na Justina, który wpatrywał się we mnie z uśmiechem.
-Jesteś pierwszą osobą, której pokazałem to miejsce.
Czułam, że się czerwienię.
-Cieszę się, że mnie tu zabrałeś.
-Dobra, pooglądaliśmy, a tymczasem znów jestem głodny!
-Tego się właśnie spodziewałam. Odparłam ze śmiechem - Więc zjedzmy coś.
Justin rozpakował plecak i zaczęliśmy jedzenie. Po napełnieniu naszych brzuchów jedzeniem rozłożyliśmy się na kocu i patrzyliśmy na niebo prześwitujące między drzewami. Nie odzywaliśmy się do siebie po prostu cieszyliśmy się tą chwilą. Było mi tak przyjemnie, że w pewnej chwili zasnęłam. Obudziłam się gdy poczułam na sobie coś mokrego. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Justina, który oblewał mnie wodą ze strumyka.
-Przepraszam czy Ty się czasami nie zapomniałeś-Krzyknęłam-Co Ty sobie wyobrażasz?!
Zobaczyłam Jego przestraszoną minę i wybuchnęłam śmiechem. Już dłużej nie mogłam się powstrzymać!
-Haha ale miałeś minę! Tylko żartowałam. Nie jestem jakąś paniusią, która boi się odrobiny wody.
-Tak bardzo śmieszne. Myślałem, że zaraz się na mnie rzucisz.
-Oo nie martw się mogę zrobić teraz - po tych słowach podbiegłam do Niego i wrzuciłam do wody. Niestety Justin trzymał moją rękę więc już po chwili obydwoje byliśmy w wodzie, która okazała się totalnie lodowata.
-Matko jak zimno. Kiedy mnie nią oberwałeś wydawała się cieplejsza.
-Cholera chodźmy musimy szybko stąd wyjść!
Gdy wyszliśmy na brzeg trzęśliśmy się z zimna całe szczęście nasz koc był na tyle duży, żeby przykryć nas oboje. Siedzieliśmy tak naprawdę blisko siebie. Czułam Jego ciało na swoim. Już chciałam coś powiedzieć kiedy nagle zadzwonił mój telefon to była mama.
-Gdzie Ty jesteś? Wiesz, która jest godzina?
-Jestem hmm w lesie z Justinem.
-To Twój nowy kolega? Znam Go?
-Nie chyba nie znasz. Tak to mój nowy kolega.
-Dobra pogadamy o tym w domu. Masz tu wrócić jak najszybciej!
Odłożyłam telefon i chciałam powiedzieć Justinowi, że musimy się zbierać ale On już pakował rzeczy do plecaka.
-Słyszałem Twoją rozmowę. Możemy wracać.
Podczas powrotu znów zrobiło Nam się strasznie zimno. Szliśmy pociągając nosami i trzęsąc się. Byliśmy tak wyczerpani, że nawet nie rozmawialiśmy. W końcu doszliśmy do mojego domu.
-No więc to chyba na tyle.
-Taa dziękuję za wspaniały dzień. Mam nadzieję, że jutro też się spotkamy?
-Oczywiście zapewnił mnie Justin. Podaj mi tylko swój nr telefonu. Wymieniliśmy się nr i rozeszliśmy się do domów. Gdy weszłam. Moi rodzice już spali. Była dopiero 10 ale oni są strasznie zapracowani. Po cichu weszłam na górę, zdjęłam mokre ubrania i założyłam piżamę. Nie miałam siły na kąpiel. Weszłam do cieplutkiego łóżka. Włączyłam laptopa. Sprawdziłam pocztę. W skrzynce było tylko kilka reklam. Następnie weszłam na Facebooka i napisałam: "Szalony dzień. Chcę to powtórzyć. Dziękuję J." Po tym zamknęłam i odłożyłam laptopa. Położyłam się i od razu zasnęłam.


Jest 4 mam nadzieję, że wraz z napisanymi rozdziałami zdobędę więcej czytelników :D Tymczasem życzę miłego czytania i liczę komentarze :)

Three

Podszedł do mnie i z lekkim uśmiechem wyciągnął rękę.
-Jestem Justin- przedstawił się. Uścisnęłam Jego rękę
-A ja Alexis.
-Ładne imię, jeszcze się z takim nie spotkałem.
-Dziękuję. Po tej krótkiej wymianie zdań zapadła niezręczna cisza. Postanowiłam ją przerwać.
-Co Cię tu sprowadza o tej porze?
-Yyy... Wiem, że to co powiem zabrzmi beznadziejnie ale chciałem się z Tobą zobaczyć.
-Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam? Przecież nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy.
-Wiesz dzisiaj byłem pod teatrem ale gdy zobaczyłem, że się zbliżasz schowałem się. Potem gdy zaczęłaś wracać poszedłem za Tobą aż do Twojego domu. Wiem to głupie i naprawdę Cię przepraszam ale nie mogłem inaczej. Bałem się do Ciebie zagadać.
-Hmm nic nie szkodzi. Trochę mnie to dziwi. Miałeś tyle okazji, przecież codziennie przychodziłam pod Teatr, znałeś mnie. Widywałeś mnie każdego dnia i nadal bałeś się odezwać?
-Bałem się tego jak zareagujesz gdy już mnie poznasz. Ja nie jestem taki jak Ty Jestem...
-Taki jak ja czyli jaki? Przerwałam Jego wypowiedź.
-Ty wyglądasz porządnie. Zawsze jesteś ładnie ubrana. Widać, że jesteś dziana. A ja? Ja zarabiam na życie na ulicy.
-Cóż trochę mi przykro, że tak mnie oceniłeś. Tak mam dużo pieniędzy, ale to nie znaczy, że uważam się za lepszą od innych. Równie dobrze mogłabym ich nie mieć.
-Przepraszam, że Cię tak oceniłem. Cóż teraz jeszcze bardziej się cieszę, że będę mógł poznać Cię bliżej.
Byłam strasznie zaskoczona Jego słowami. Myślałam, że On wcale się mną nie interesuje, a tu nagle takie spotkanie. Stałam chwilę cicho po czym odezwałam się:
-Byłoby naprawdę miło gdybyśmy poznali się bliżej. Myślę, że jesteś niesamowitym chłopakiem i jescze Twój głos... Jest boski. Nigdy w życiu nie słyszałam czegoś równie pięknego.
Widziałam, że Justin zaczerwienił się lekko po czym odparł:
-Dziękuję bardzo ale myślę, że aż tak dobry nie jestem.
-Musisz uwierzyć w siebie! Jesteś naprawdę dobry.
-Miło mi to słyszeć. Ale teraz muszę iść. Czy jest szansa, że spotkamy się jutro?
-Hmm myślę, że znajdę trochę czasu. Powiedziałam ze śmiechem-Spotkamy się pod teatrem?
-Nie, jutro zabiorę Cię w moje ulubione miejsce.
-Naprawdę? Gdzie to?
-Nie mogę Ci powiedzieć to będzie niespodzianka. Czy możemy spotkać się o 16?
-Tak 16 mi odpowiada.
-Więc przyjdę po Ciebie o 16. Do widzenia.- Odwrócił się i zaczął odchodzić.
-Do zobaczenia- Odparłam po czym skierowałam się w stronę domu. Po powrocie wzięłam szybki prysznic założyłam piżamę i wskoczyłam do łóżka. Zaczęłam rozmyślać o tym spotkaniu. Byłam pewna, że Justin zmieni moje życie. Już niedługo miałam się przekonać jak bardzo. Nim skończyłam rozmyślania zasnęłam.


Wiem długo mnie nie było ale to nie moja wina. A więc jest trzeci rozdział :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba :) Miłego czytania :)

One

Budzik zadzwonił punkt dziewiąta. To dosyć wcześnie jak na wakacje ale miałam mało czasu. Wiedziałam, że jak co dzień o 10 pod teatrem zobaczę i usłyszę tego wspaniałego chłopaka. Wstałam więc szybko wybrałam ubrania (jeansowe spodenki i fioletową bokserkę) i poszłam pod prysznic. Po kąpieli nasmarowałam się malinowym balsamem, spięłam włosy w koński ogon i zeszłam na dół do kuchni. Po zjedzeniu szybkiego śniadania przygotowałam kanapki dla chłopaka i  wyszłam z domu i skierowałam się w stronę teatru. Parę metrów od budynku usłyszałam dźwięk gitary i Jego anielski głos. Przyspieszyłam kroku i po chwili ujrzałam Go. Na schodach siedział niewysoki chłopak o krótkich blond włosach. Miał na sobie wytarte stare jeansy i podkoszulek. Tak właśnie wyglądał. Nic specjalnego, ale gdy tylko otwierał usta przestawało się liczyć to jak wygląda. Miał anielski głos. Pewnego dnia wracając ze szkoły usłyszałam Jego śpiew i od tamtej pory codziennie przychodzę pod teatr. Chłopak siedzi na schodach przed nim leży futerał na gitarę z przyczepioną kartką "Nie mam zupełnie nic, proszę pomóżcie". Podeszłam do Niego i bez słowa wręczyłam mu kanapki. Nie podziękował po prostu wziął je i dalej śpiewał. Nie byłam zaskoczona zawsze tak robił. Ja jak zwykle usiałam po turecku na chodniku podparłam głowę rękami i słuchałam chłopaka wpatrując się w Niego. Czasami nasze spojrzenia się spotykały wtedy On szybko koncentrował się na swojej gitarze. Po otwarciu teatru zbierały się przed nim tłumy. Niektórzy przystawali i słuchali chłopaka, inni nagrywali go, a inni po prostu wrzucali kilka drobnych do Jego futerału i odchodzili. Ja zawsze pozostawałam na tym samym miejscu dopóki chłopak nie przestawał grać i nie odchodził. Czasami nie wracałam do domu na obiad, bywało też tak, że rodzice musieli kilka razy do mnie dzwonić. Nigdy nie miałam dość Jego głosu. Czasami miałam ochotę do Niego podejść i zagadać ale zawsze brakowało mi odwagi. Nie wiedziałam nawet jak ma na imię. Wiedziałam tylko, że Jego talent nie może się zmarnować na schodach teatru w naszym małym Stratford. Zastanawiało mnie tylko dlaczego On zawsze tam siedzi. Zbierał pieniądze i nie wyglądał na szczęśliwego. Był młody może w moim wieku, a już musiał zarabiać na ulicy. Było mi Go strasznie żal ale jedyne co mogłam zrobić to przychodzić tam, słuchać Jego śpiewu i czekać co się wydarzy.


Jest pierwszy rozdział :) Mam nadzieję, że tak :) A jak Wam się spodoba to mam w zanadrzu jeszcze 15 rozdziałów i pewnie napiszę jeszcze kilkanaście :) Tak więc życzę miłego czytania i nie krytykujcie mnie za bardzo bo dopiero zaczynam w tej 'branży' i nie chcę się szybko zniechęcić :)
Z góry dziękuję za wszystkie komentarze.

Niedługo możecie się spodziewać nowych rozdziałów,ale w między czasie zapraszam was na bloga mojej kuzynki 


hmmmm

Jak na razie ZAWIESZAM bloga.

Dlaczego??

Kilka osób daje nie fair komentarze,czyli komentuje kilka razy,dzięki czemu nie wiem ile osób czyta mojego bloga.Chcę dostawać komentarze które będą FAIR dla mnie i dla was więc proszę was jak komentujecie dodawajcie po 1 komentarzu góra 3 a nie po 8 żebym szybciej dodała rozdział. Myślę że to wam da coś do myślenia i będziecie komentować FAIR wobec mnie.

witam was ponownie